Imagin świąteczny...
**2 dni do świąt**
Szłam nieośnierzoną ulicą w poszukiwaniu prezentów. Czy ja zawsze muszę robić prezenty na ostatnią chwilę? Było ponad 20 cm śniegu, a ja chodzę od sklepu do sklepu. No nic. Co poradzić. Spojrzałam na listę prezent dla mamy-jest, dla taty-jest, dla Emmy-nie. Co by jej tu kupić. Przechodziłam obok jednego sklepu i natknęłam się na promocję ,,Tylko teraz płyta One direction-Midnight Memories w okazałej cenie" pomyślałam, że Emma uwielbia ten zespół, więc weszłam i kupiłam jej tą płytę. Wróciłam do domu, który jak na razie był pusty. Gdzie się wszyscy podziali? Spojrzałam na zegar 16:25. Pójdę się przejść, bo w końcu co mam robić.
**20 minut później**
Chodzenie po parku już mi się znudziło i do tego było mi zimno. Postanowiłam pójść do kawiarni.
Wchodząc oczywiście musiał wychodzić jakiś chłopak i oblać mnie kawą.
-Jezu przepraszam. Ja nie chciałem.-
-Jak nie chcesz zrobić tego jeszcze jeden raz to patrz jak chodzisz.-powiedziałam. Najbardziej byłam zła na to, że to nowa kurtka.
-To może chodź ze mną na kawę.-
-I znowu mnie oblejesz?-zapytałam, a on się zaśmiał.
-Nie...aha tak przy okazji to jestem Liam, a ty?
-[T.I.]-
-To co idziemy na kawę? Proszę!-
-No dobrze.-weszliśmy do kawiarni. Usiedliśmy przy stoliku i zamówiliśmy. Czułam się z nim jak ze starym znajomym. Śmialiśmy się i wygłupialiśmy. Czasem przesadzaliśmy ze śmiechem i kilka osób gapiło się na nas i szeptało między sobą. Założe się, że o nas. Gdy dochodziła 18:00 powiedziałam, że muszę już iść. Wymieniliśmy się numerami. Gdy wychodziłam krzyknął jeszcze
-Zadzwonię!-
Wróciłam do domu. Tata razem z Emmą ubierał choinkę, a mama przyządzała jedzenie. Postanowiłam do niej dołączyć.
**24-Wigilia**
Stół przygotowany, prezenty pod choinką, za godzinę zasiadamy do stołu. Aha i jeszcze przychodzi Liam. Jego rodzice pojechali do rodziny, a już nie ma lotów i on nie pojechał, więc...można powiedzieć, że go przygarneliśmy.
Cz.1---sorry, ale wena mi się skończyła. Część 2 po świętach. :-)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz