wtorek, 25 lutego 2014

Harry cz.2

Zakluczyłam dom i poszłam do salonu, a oni za mną. Tam siedział mój brat, który oglądał telewizję.
-O hej już wróciliście?-zapytał uśmiechnięty od ucha do ucha.
-Gdzie ty byłeś?!-wydarłam się na cały dom rzucając kluczami o stolik stojący obok sofy. Chłopacy zrobili wielkie oczy, ale się nie odezwali. Mają szczęście.
-No ja w połowie filmu wyszedłem. Miałem nadzieję, że się polubicie i...-
-No to źle myślałeś!!! Ja tu się martwię gdzie ty jesteś, a ty siedzisz spokojnie w domu!! Dzwoniłam do ciebie, no ale po co naładować telefon!!-osunęłam się po najbliższej ścianie, podciągłam nogi pod brodę i nad zwyczajniej w świecie zaczęłam płakać chowając głowę w kolanach. Nie wiem czy płaczę z nerwów. Całej tej akcji przyglądali się chłopacy. Czy mój brat nie rozumie, że ich nie lubie i nie zmienie o nich zdania?!
-Amy przepraszam...-powiedział mój brat kucając przy mnie i mnie przytulając. Wytarłam łzy w rękaw koszuli i wstałam. Chwyciłam kurtkę w rękę i chciałam wyjść, ale gdy nadusiłam na klamkę drzwi nie chciały się otworzyć. Uderzyłam się otwartą ręką w czoło i poszłam do salonu po klucze. Chwyciłam je w rękę i podeszłam do drzwi, odkluczając zamek. Wyszłam na dwór. Założyłam tą kurtkę i poszłam w stronę parku. Z torebki wyciągnęłam słuchawki. Podłączyłam je do telefonu i zaczęłam słuchać jakiejś tam piosenki. Nie znam jej, więc skąd ona znalazła się w moich utworach? Pewnie Alan znów się bawił. On to taki duży dzieciak...na samom myśl o nim wywróciłam oczami. Nie jesteśmy jak inne rodzeństwa, które ciągle się kłócą. My żyjemy w zgodzie. Czuję jakby ktoś mnie śledził. Odwróciłam się. To był Harry.
-Śledzisz mnie?-zapytałam unosząc jedną brew do góry.
-Nie...po prostu wyszedłem na spacer.-znów ten sam uśmiech. Podszedł bliżej mnie, a ja ruszyłam dalej. Cały czas szedł koło mnie w milczeniu. Jednak postanowił się odezwać.
-Wiesz? Jesteś na prawdę bardzo ładna...-
-Dziękuję?-to chyba było bardziej pytanie.
-Chciałbym żeby coś pomiędzy nami było.-ciągnie to dalej.
-Ja też.-
-A co masz na myśli?-zapytał.
-Mur.-odpowiedziałam i trochę przyspieszyłam. Uśmiechnęłam się pod nosem.
-Bardzo śmieszne Amy.-
-Nie wierze! Ty znasz moje imię!-zaczęłam piszczeć na całą ulicę.-nie wiedziałam, że taki ktoś jak ty będzie pamiętał moje imię. To normalnie zaszczyt.-
-Przecież nie jestem sławny.-ja nic nie odpowiedziałam tylko się odwróciłam i zaczęłam iść w stronę domu. Stop. Jest jeszcze wcześnie. Więc pójdę do Harriet. Odwróciłam się i zaczęłam iść w przeciwną stronę.
-Nie miałaś iść do domu?-zapytał rozbawiony Harry.
-To ty nie wiesz, że kobiety są zmienne?-chciałam iść dalej, ale on chwycił mnie za rękę i odwrócił w swoją stronę.
-Co?-zapytałam zdenerwowana. On tylko pochylił się nade mną i mnie pocałował. Ale dlaczego odwzajemniłam pocałunek? Oderwałam się od niego i spojrzałam na niego.
-Ja...ja...ja cię kocham-powiedział jąkając się. Nie wiedziałam co odpowiedzieć, więc szybko odwróciłam się i pobiegłam do domu mojej przyjaciółki. Biegłam przez 5 minut. Stanęłam przed drzwiami jej domu i zadzwoniłam dzwonkiem. Po chwili otworzyła mi średniego wzrostu brunetka.
-Hej!-krzyknęłam. Ona nic nie odpowiedziała tylko założyła buty i kurtkę. Wzięła portfel i wyszła z domu.
-To idziemy.-
-Gdzie?-zapytałam.
-Na zakupy, głuptasie.-
**30 minut później**
-Amy, pomóż mi.-powiedziała Harriet, która miała 30 toreb z zakupami i nie mogła się pozbierać. Ja miałam tylko jedną, więc jej pomogłam.W ogóle nie mogłam się skupić na zakupach. Dlaczego? Bo ciągle myślałam o Harrym. Dlaczego od niego odbiegłam? Może myślałam, że chce mnie tylko wykorzystać jak kilka innych dziewczyn.
-Hallo! Żyjesz?-zobaczyłam rękę Harriet przed twarzą.-Jesteś dziś jakaś nie obecna. Mów co się dzieje.-
-Nic...po prostu jestem zmęczona.-
-Niech będzie, że ci wierzę. Ok chodź odniesiemy do mnie moje zakupy.-wyszłyśmy z galerii i skierowałyśmy się w stronę domu Harriet. Szłyśmy 15 minut. Przed wejściem przyjaciółka pożegnała się ze mną, po czym przejęła kilka swoich toreb, które były w moich rękach i zniknęła za drzwiami. A ja ruszyłam do domu.
Stanęłam przed domem i nawet tu usłyszałam śmiechy chłopców i mojego brata. Zadzwoniłam dzwonkiem. Oby tylko go słyszeli.
-Otwarte!!-krzyknął ktoś ze środka. Weszłam i dopiero teraz zobaczyłam, że oni śpiewają z karaoke. Całkiem nieźle wychodziło im w duecie. Zaniosłam torbę do pokoju, po czym poszłam do kuchni i zrobiłam kanapki. Weszłam do salonu i położyłam pełen talerz na stół. Usiadłam i chciałam wziąść kanapkę, ale tam nie było talerza. Rozejrzałam się i zobaczyłam, że blondyn trzyma je na kolanach.
-Jak ma na imię ten blondyn?-zapytałam szeptem brata.
-Niall.-też powiedział szeptem.
-Niall te kanapki są dla wszystkich!!-krzyknęłam. On tylko spuścił głowę w dół. Podeszłam do niego i wyrwałam mu talerz z rąk.
-Wszystko zjadłeś?!-on tylko uśmiechnął się. Przewróciłam oczami i poszłam do kuchni zrobić dodatkową porcję. Wróciłam do salonu tym razem kładąc talerz gdzieś dalej od niego.
**Następny dzień**
Obudziłam się rano i poszłam do kuchni mając nadzieję, że śniadanie już na mnie czeka. Weszłam do pomieszczenia i zobaczyłam tam Harrego.
-Hej-powiedziałam zaspanym głosem, bo przez chłopaków poszłam spać o trzeciej w nocy, a jest...7:00
-Cześć.-powiedział i pocałował mnie w policzek.
-Co robisz?-
-Śniadanie.-
-A gdzie reszta?-zapytałam gdy nie słyszałam żadnych krzyków i nikogo tu nie było.
-Oni jeszcze śpią, ale to nawet lepiej, bo Niall nie zje nam wszystkich kanapek.-uśmiechnął się.
-Znowu te kanapki, ja chce coś innego.-spojrzał na mnie.-Ojej sama sobie zrobie coś innego.-
-I o to mi chodziło.-wytknęłam na niego język.
-Widziałem.-powiedział, a ja w tym czasie robiłam sobie płatki z mlekiem. Gdy skończyłam chciałam iść z miską do salonu, ale potknęłam się o coś, Harry akurat odwrócił się przodem do mnie, więc niestety go oblałam.
-Dzięki.-
-Proszę.-powiedziałam śmiejąc się.
-No bardzo śmieszne.-powiedział, a ja jeszcze głośniej zaczęłam się śmiać.
-Co tu się dzieje?-zapytał Louis. Kiedy on tu wszedł?
-Nic.-powiedzieliśmy równocześnie.
-Aha...ok...chłopacy zaraz przyjdą.-powiedział. Po kilku minutach wszyscy siedzieliśmy przy stole. Oni jedli kanapki, a ja zrobiłam sobie nową porcję płatków.
-Są wakacje, a my jedziemy nad Ocean?, jedziecie z nami?-zapytał blondyn.
-Gdzie?-zapytał Alan.
-Nie wiem. Jak zobaczymy plażę to się zatrzymamy.-dokończył Harry. Ja chwyciłam się ręką za czoło i pokręciłam głową.
-Już wiem pojedziemy do Miami!-krzyknął nagle Louis. Szkoda tylko, że rodzice się nie zgodzą.
-Zaraz wracam.-powiedział mój brat, a ja poszłam za nim.
-Co robisz?-zapytałam gdy weszliśmy do jego pokoju i wybierał numer mamy na telefonie. Włączył na głośno mówiący.
Pierwszy sygnał...
Drugi...
Trzeci...
-Tak?-usłyszałam głos mamy.
-Hej mamo możemy jechać do Miami?-zapytał Alan.
-A z kim?-
-Yyy...z koleżanką Amy.-skłamał.
-Jeżeli nie będzie tam tych chłopców to...dobrze.-
-Dziękujemy. Kochamy was.-krzyknęliśmy razem. Alan się rozłączył.
Wróciliśmy do kuchni.
-Jedziemy z wami.-powiedziałam uśmiechnięta.
-Na co czekacie? Idźcie się pakować.-powiedział chyba Zayn. Tak to jest raczej Zayn. Poszłam do pokoju i spakowałam potrzebne mi rzeczy. Ktoś zapukał do drzwi od mojego pokoju.
-Proszę.-powiedziałam. Tym ktosiem był Harry.
-Wyjeżdżamy jutro o 14:00.-
-Dzięki za powiadomienie.-
-Proszę.-powiedział i wyszedł. Jeżeli wyjeżdżamy jutro to po co ja się dzisiaj pakuje? Zadzwoniłam do Harriet.
-Hej kochana!-krzyknęłam uradowana.
-Hej! Spotkamy się jutro?
-A dzisiaj możesz?
-No nie...To jak?
-Nie mogę...
-To po jutrze?
-Nie.
-To kiedy możesz?
-Za tydzień lub nawet dwa.
-Co?!
-Oj okay kochana muszę kończyć, wiesz brat mnie woła.
-Ja tam nic nie słyszę.
-No ale mówię Ci, że mnie woła! Papa!
Rozłączyłam się. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu. Jest godzina 10:45. Sięgnęłam na stolik nocy i wzięłam do ręki laptopa i postawiłam go na łóżku. Włączyłam go. Weszłam na facebooka. I tak minęły mi 2 godziny. Teraz jest 12:45. I co ja będę robić? Poszłam do salonu i włączyłam telewizor. Skakałam po kanałach, szukając czegoś fajnego. Szczerze? Nic w tej telewizji nie ma. Włączyłam jakąś komedię romantyczną. To zawsze kończy się tak samo. Chłopak wyznaje dziewczynie miłość, całują się i takie tam. Normalnie rzygam tęczą. Teraz przypomniał mi się pocałunek z Harrym. Nie! Amy zapomnij o tym! Czy on musi być taki idealny?! Dobra zapomnij o tym i skup się na telewizji. Usłyszałam jakieś krzyki. No nie. Chłopcy. Po chwili już siedzieli na kanapie. Niall wziął mi pilota, ponieważ siedział obok mnie. Przełączył na mecz piłki nożnej. Chciałam wziąść mu pilota, ale on rzucił go do Zayna. Na czworaka przeszłam po kolana Nialla i Louisa i dotarłam do Zayna. Ten jednak z powrotem rzucił go Nialla. Zawróciłam. Gdy byłam już na kolanach blondyna ten rzucił pilot do Liama. Przeszłam przez Nialla, Louisa, Zayna. Jeszcze tylko Alan, Harry i jestem już u Liama. Przeszłam przez brata i gdy byłam u Harrego ten chwycił mnie rękami w talli i przyciągnął bliżej siebie. Chwile patrzyłam w jego piękne zielone oczy, gdy w końcu się otrząsnęłam i wyrwałam się z jego uścisku, przez co wylądowałam na ziemi. Nie ukrywam, że dupa mnie teraz boli. Chłopacy cały czas się śmiali. Liam wstał z tym pilotem i wymachiwał mi nim przed oczami. Gdy zobaczył, że wstaje z ziemi odsunął się trochę. Jak stanęłam już na nagi zaczęłam iść w jego stronę. Ten natomiast się odwrócił i zaczął biec. Okazało się, że jestem szybsza i wskoczyłam mu na plecy. Zaczął biegać ze mną, przez co spadłam. No dzięki. Teraz dupa boli mnie jeszcze bardziej.
-Dzięki.-chłopacy śmiali się jeszcze głośniej. No bardzo śmieszne. Doczłapałam się jakoś do kuchni i z szufladki wyciągnęłam łyżkę. Wiedziałam, że on się ich boi bo brat mi kiedyś mówił. Uśmiechnęłam się pod nosem i wyszłam z kuchni.
-Odłóż to!-krzyknął.
-A co? Boisz się?-zapytałam chociaż znałam odpowiedź.
-Nie-e.
-To chodź.-powiedziałam i rozłożyłam ręce, aby mnie przytulił. Nadal miałam łyżkę w ręce.
-Nie.
-To, dlatego że mam łyżkę?-zapytałam.
-Może.-powiedział. Zaczęłam biec, a on uciekać. Niespodziewanie się o coś potknęłam i upadłam na ziemię, a łyżka poleciała gdzieś w kąt.
-Kurwa.-mruknęłam, gdy poczułam ból w nadgarstku. I tak zawsze kończą się moje wygłupy. Jak miałam 10 lat skakałam z bratem po łóżku i spadłam z niego i miałam skręconą kostkę. Też przed samym wyjazdem.
-Amy co jest?-zapytał z przejęciem mój brat.
-Nic mi nie jest...-powiedziałam i wstałam z ziemi.-To tylko chwilowy ból.-powiedziałam. Chłopcy przestali się śmiać.
-Będzie dobrze...pojedziemy do lekarza.-mój brat rzucił klucze od auta Harremu. Założyłam kurtkę, buty i wyszłam z domu. Wsiadłam do auta. Harry usiadł na miejscu kierowcy.
-Masz prawo jazdy?-
-Oczywiście.-przez całą drogę patrzyłam się w okno. Nawet nie zauważyłam kiedy dojechaliśmy.
-Już jesteśmy, możesz wysiąść.-powiedział.
-Widzę, ślepa nie jestem.-
Weszłam do szpitala.
**30 minut później**
-Wszystko jest dobrze. Po prostu ma pani zbity nadgarstek.-kamień spadł mi z serca.
-Dziękuję do widzenia.-powiedziałam i nie czekając na odpowiedź wyszłam z gabinetu.
-Jedziemy do domu.-powiedziałam w stronę Harrego, który siedział w poczekalni.
Wsiadłam do auta, a on ruszył. Nawet nie zauważyłam kiedy na zegarku wybiła godzina 16:00. I co ja będę robić? Nudzi  mi się w tym domu...Dojechaliśmy do domu. Weszłam i już w progu mój braciszek zadawał mi pytania typu Wszystko dobrze? Możesz jutro jechać z nami?
-Tak wszystko dobrze i wiem, że nie chcesz abym jechała.-
-Co ty gadasz. Cieszę się, że kolejne wakacje z tobą spędzę.-pokiwałam głową i poszłam w stronę pokoju.
Sięgnęłam po pierwszą lepszą książkę i zaczęłam czytać. Po przeczytaniu pierwszych dwóch zdań znudziło mi się i odłożyłam książkę na półkę. Jakoś cicho było w domu. Za cicho. Zeszłam i nikogo nie zobaczyłam. Przejrzałam wszystkie pokoje w domu. Pusto. Usłyszałam jakieś radosne krzyki. Spojrzałam przez okno. Musieli pójść do ogrodu i pływać w basenie? Czy oni na prawdę nie mają co robić? Wyszłam do nich i od razu byłam cała mokra, tak jak większość ogrodu. Trochę się w kurwiłam.
-Dzięki.-powiedziałam i podeszłam bliżej.
-Chodź do nas.-powiedział Niall.
-Nie.-blondyn spojrzał na Harrego, a on na niego. Mam się bać? Poczułam czyjeś ręce na kostkach i już po chwili byłam pod wodą. Wypłynęłam z pod wody i ujrzałam roześmiane twarze Nialla i Harrego.
-Z czego się śmiejecie?-
-Z twojego pięknego makijażu.-powiedzieli równo. Wyszłam z wody i udałam się do łazienki. Spojrzałam w lustro. I czemu nie posłuchałam przyjaciółki? Mówiła abym wzięła wodoodporny tusz, ale ja jej nie posłuchałam. Szybko zmazałam plamy na policzku. Poszłam do pokoju i przebrałam się w suche ciuchy. Postanowiłam dokończyć pakowanie.

**Następny dzień**
-Amy. Wstawaj śniadanie jest na stole.-powiedział Harry.
-Nie.-mruknęłam niezadowolona z tego, że ktoś mnie obudził.
-Sama tego chciałaś.-co on kombinuje? Poczułam jak ktoś przerzuca mnie przez ramie. No ale kołdrę mógł byś zabrać...

-Postaw mnie!-krzyczałam waląc pięściami w jego plecy.
-No widzisz i już się rozbudziłaś.-powiedział i posadził mnie przy stole. Zabrał kołdrę i zaniósł ją do pokoju. Po chwili przyszedł uśmiechnięty od ucha do ucha. Wytknęłam mu język, ale tym razem to widział. Zmrużył lekko oczy. Jeszcze tego pożałuje, prawda?
-Zmiana planów. Lecimy samolotem.-powiedział Liam. Zamurowało mnie. Strasznie boję się latać samolotem. A co jak się rozbijemy. Siedziałam na tym krześle i musiałam wyglądać przekomicznie. Z trudem łapałam powietrze.
-D-dobrze.-powiedziałam jąkając się. Wszyscy się zaśmiali.
-Wyjeżdżamy z domu za godzinę.-zerwałam się jak głupia. Pobiegłam do pokoju. Spakowałam ostatnie rzeczy. Chciałam zapiąć walizkę, ale nie mogłam. Usiadłam na niej i jakoś się udało. Szybko poleciałam do łazienki i wzięłam prysznic.
Ubrałam się, wykonałam lekki makijaż i umyłam zęby.

Zeszłam na dół z walizką. Ich jeszcze nie było. Po chwili zeszli.

**2 godziny później**
Wpatrywałam się w okno samolotu. Koło mnie siedział jakiś facet. Starznie się denerwował i...pocił. Błagam otwórzcie okno! Nie wytrzymam!
 
Modliłam się abyśmy już wylądowali.

**3 godziny później**
Nareszcie wysiadam z tego samolotu i tu nie chodzi mi o o mój lęk, tylko o tego faceta. Poszliśmy do hotelu. Był bardzo ładny. Dali mi klucz od mojego pokoju, a ja wsiadłam do windy.Winda zatrzymała się na 3 piętrze. Podeszłam do drzwi, które prowadzą do ,,mojego" pokoju. Weszłam. Był bardzo ładny. Walizkę położyłam gdzieś na podłodze, a ja położyłam się na łóżku. Ktoś zapukał do pokoju.
-Proszę.-powiedziałam prawie niesłyszalnym głosem. Mój brat wszedł do pokoju. Chciał podejść do mnie, ale po drodze potknął się o walizkę. Lekko się zachwiał.Trzymałam kciuki, żeby się przewrócił, ale jakoś utrzymał równowagę. Podszedł do mnie i usiadł na łóżku.
-I jak podoba się pokój?-
-Jest wspaniały.-
-Za dwie godziny chłopacy oprowadzą nas.-
-Nie chce mi się iść.-
-Musisz.-uśmiechnął się do mnie.
-No dobrze.-po tych słowach odwzajemniłam jego uśmiech. Wyszedł, a ja postanowiłam rozpakować walizki.

********************************************
Hej, hej! Jest część 2 imaginu o Harrym. Następna cześć za tydzień lub dwa. To wszystko.

wtorek, 18 lutego 2014

Miłość leczy wszystkie rany... cz. 1

Imagin napisany z moją przyjaciółką.

**Oczami Natalie**
Razem z moją siostrą Carly prowadzimy studio taneczne. Nie cieszyłyśmy się wielką sławą, ale kilka grup miałyśmy. Właśnie skończyłyśmy prace z najmłodszą grupą gdy nagle zobaczyłyśmy naszego ojca, Paula z pięcioma chłopakami. Nie miałyśmy z nim dobrych kontaktów. Przez całe życie byłyśmy zdane same na siebie. Dlatego gdy Carly skończyła 18 lat wyprowadziłyśmy się do naszego studia. Moja siostra była ode mnie o rok starsza. Ojciec podszedł do nas i chciał się przywitać podchodząc bliżej lecz my cofałyśmy się.
-Czego chcesz?!-warknęła Carly.
-Czy to takie dziwne, że przyszedłem do moich córek?-
-Tak?-powiedziałyśmy równocześnie.
-Dobrze przejdę od razu do konkretów. Mam dla was propozycję. Wymyśliłybyście im taniec do ich nowej piosenki Best song ever. Zapłacę.-powiedział nasz kochany ojczulek <wyczuliście ten sarkazm?> wskazując na chłopaków stojących za nami.
-Ależ tato nie musisz płacić...-powiedziała przesłodzonym głosem Carly.
-Naprawdę?-zapytał z niedowierzaniem.
-Hahaha. Nie. Ile?-zapytałam z pogardą.
-Tysiąc. Na osobę.
Spojrzałyśmy na siebie porozumiewawczo i powiedziałyśmy:
-Zgoda. Co to za zespół?
-One Direction. Chłopaki podejdźcie.
-Więc.. To jest Harry, podrywacz jak ich mało, więc lepiej trzymajcie się od niego z daleka.-zaśmiał się.
-Nie. Będziesz. Nam. Mówił. Co. Mamy. Robić-warknęła Carly przez zęby
-Przecież jest waszym ojcem.-zaśmiał się jakiś pedałkowaty blondynek.
-On. Nie. Jest. Naszym. Ojcem. Od. Osiemnastu. Lat.- wycedziłyśmy równo przez zęby.
-Dokończ.-powiedziałam po chwili.
-Co?-zapytał Paul. No bo skoro nie jest naszym ojcem to z jakiej racji mamy na niego mówić tata?
-Dokończ przedstawianie, pedale.-powiedziała moja ukochana siostra. Po czym przybiłyśmy sobie piątkę z trimphującymi minami..
-To jest Liam, najbardziej dojrzały z całej grupy. To Zayn typowy Bad Boy. To Niall, największy żarłok. I Louis marchewkowo-pasiasty potwór.-zakończył swoją przemowę.
Niall szczerzył się jak głupi do sera. Zayn i Louis przygryzali dolne wargi. Liam nam kiwał, a Harremu stanął.. Szybki jest..
-Fajnie.-odpowiedziałam bez żadnych emocji.
-To ja was zostawię, poznacie się bliżej.-powiedział i już go nie było.
-Jaki macie poziom?-zapytała Carly
Oni spojrzeli na nas jak na UFO.
-No jaki macie poziom?
-No, ale jaki poziom?
-A po co tu przyszliście?
-Poznać was..-powiedział mulat o czekoladowych oczach.
-Tsa na pewno pytałaby was o poziom poznawczy.. Tak, na pewno.. Jaki. Macie. Poziom. Taneczny.-odpowiedziałam.
-Nie wiemy..-odpowiedzieli wszyscy.
-Dobra zatańczcie.. Yyy.. Macarenę!-wymyśliłam
-Czy Cię really popierdoliło? Nie będziemy tańczyć Macareny!-odpowiedział mi Louis.
Podeszłam do niego na niebezbieczną odległość:
-Przepraszam chłopczyku, ale wydaje mi się, że nie masz nic do gadania. Ponieważ JA tu wydaję rozkazy.- powiedziałam z miną zwycięzcy.
-Dlaczego nazwałaś mnie chłopczykiem skoro jestem starszy od ciebie?- odpowiedział mi unosząc jedną brew do góry.
-Skąd masz taką pewność?
-Ile masz lat?-zapytał kto? Tomlinson.
-19, a ty?
-No widzisz mała, ja mam 22.
-Mała to jest twoja pała.-powiedziałam i odeszłam.
-A sprawdzałaś?-zapytał z chytrym uśmiechem.
-Chciałbyś.
*Perspektywa Carly*
Hahah.. Boże nie mogę z tej ich rozmowy..
Włączyłam radio i zaczęli tańczyć.
-Harry nie kuś tak!-zaśmiała się moja siostra.
Ona zawsze była bardziej śmiała względem chłopaków.
-Spróbuję..-odpowiedział jej zielonooki. Swoją drogą ma bardzo ładne oczy.. Jezu, o czym ja myślę...
-Okay.. czyli wiemy, że nie umiecie tańczyć..-powiedziałam zrezygnowana
-Pff, mów za siebie.!-odezwał się Zayn.
-A gdybyśmy nie umiały tańczyć.. Jak myślisz miałybyśby studio taneczne?-zapytałam unosząc jedną brew.
-No.. Chyba nie..
-No właśnie. Jutro. Szósta rano. Macie być tutaj.-powiedziała stanowczo Natt.
-Okaay.
-To paa.
Podeszłyśmy do drzwi i otworzyłam je. Wyszli.
-A wy tu zostajecie ?-zapytał jeszcze blondyn.
-My tu mieszkamy.
-Aha.. okay..
-Nareszcie sobie poszli..-jęknęłam
-Ja tam ich lubię-powiedziała moja siostra.
Ze względu na późną porę poszłyśmy spać, żeby jutro nie zaspać.. a szczególnie ja..
*Rano*
-Carly! Wstawaj!-usłyszałam krzyki Natt z kuchni.
-Po co??-odkrzyknęłam.
-Za chwilę przyjdą chłopacy!
-Nie chce mi się!
-Zrobiłam naleśniki!
-Z czekoladą?
-Tak!
-Już idę!
Weszłam do kuchni i usiadłam przy stole. Nagle zadzwonił dzwonek.
-Dopiero wstałam!
-To trzeba było wstać wcześniej!-wytknęła na mnie język.
-Hej chłopaki!-usłyszałam radosny głos mojej siostry.
Wstałam i poszłam do nich w mojej seksiastej piżamie z zamiarem przywitania się. No co? To co, że ich nie lubię, ale kulturalnym trzeba być.
-Cześć.
Harry na mój widok wybuchnął śmiechem.
-Masz coś fo mojej seksiastej piżamki, Styles?
-Skąd znasz moje nazwisko?
-Po pierwsze: mam swoje źródła, a po drugie: zna je cały świat.
-Coś w tym jest...
-Nie udawaj, że myślisz.-odezwała się Natt.
*Dwie godziny później*
Od dwóch godzin próbowałyśmy nauczyć ich nauczyć układu, który Nathalie ułożyła w nocy. Czy ona nigdy nie śpi?!
-Poddaję się-powiedziałam
-Carly, przecież cały czas siedzisz!
-A wiesz jakie siedzenie jest męczące?
-Nie denerwuj mnie-krzyknęła Natt
-Nie krzycz na mnie!
-Będę. Dalej chłopcy ostatni raz! 1,2,3,4!
Zaczęli tańczyć. W wyniku czego Niall wylądował na Harrym. Tak.. Nie chcecie wiedziec jak to wyglądało..
-Gdzie wy wogóle mieszkacie?-zapytała nagle moja siostra.
-W hotelu.
-Możecie zamieszkać z nami. Po co macie niepotrzebnie płacić. I tak teraz będziemy się widywać codziennie.
-A Carly?
-Carluś, kochana moja siostrzyczko, najlepsza na świecie...
-Nie.
-Codziennie będę ci robić naleśniki z czekoladą.
-Okey.
-I widzicie? Nie ma problemu.. Muszę kupić zapas czekolady...
A ja tylko szczerzyłam się jak głupia.
*Perspektywa Harrego*
Coś chyba widzę, że Carly nie za bardzo nas lubi. Pojechaliśmy do hotelu po nasze rzeczy. Czy można zakochać się od pierwszego wejrzenia? Bo mnie chyba to spotkało... Zakochałem się w Carly... Teraz już to wiem.. Tsa, tylko problem w tym, że ona mnie nie lubi. Wróciliśmy do studia.
-Ale ostrzegamy, że jest tu tylko pięć pokoi. W tym dwa są zajmowane przez nas.-oznajmiła Nathalie.
-To co robimy?-zapytałem
-Jak to co? Ty śpisz z Carly, a ja z Natt-powiedział Tomlinson, oczywiście z bananem na twarzy..
-Tylko żadnych fałszywych ruchów, Tomlinson.
-I tak od razu się zgadzacie?-zapytał zdziwiony Niall.
-Nie mamy innego wyboru.
-Dlaczego?
-Bo tylko nasze pokoje mają podwójne łóżka..-tym razem oznajmiła Carly.
Dziewczyny zaprowadziły nas do pokoi. Nie powiem bardzo ucieszyła mnie wiadomość, że dzielę pokój z Carly. Nie żebym był jakimś zboczeńcem czy coś...
-Śpisz na podłodze.-powiedziała Carly.
I szczęście minęło. Wyszła.
*Wieczór*
-Ja już idę.-Oznajmiła Nathalie i poszła do swojego pokoju. Za nią oczywiście poszedł Tomlinson.
Wszyscy już się zebrali do spania. To chyba sam nie będę siedział, c'nie? Carly już leżała w łóżku. Na podłodze był tylko dywan. Najwyżej rano nie wstanę... Poszedłem do łazienki przebrać się i chwilę potem już leżałem na podłodze. Po chwili dostałem poduszką.
-Ałaa.. Za co?
-Już nie będę taka bezduszna. Chociaż poduszkę ci dam.
*Perspektywa Carly*
Usłyszałam huk. Bardzo głośny huk. Wyjrzałam przez okno. Burza. Od dziecka bałam się burzy. Zostało mi tylko jedno jedno. Usiadłam na Harrym, bo leżał na plecach strzeliłam mu w twarz.
-Harry, obudź się!
-Ałaaaaaaaaa! Nie mogłaś inaczej mnie obudzić?!
Spojrzałam na jego policzek. Uuuu... Był cały czerwony.. To naprawdę musiało boleć..
-Sorry...
-Co chciałaś?
Spojrzałam na niego pytającym wzrokiem.
-No po co mnie obudziłaś?!
-Spokojnie, Hazz. Bez nerwów. Burza jest..
-Boisz się?
-Tak trochę.. Chodź.-pociągnęłam go za rękę.
Położyłam się i poklepałam miejsce obok siebie. Położył się, a ja się do niego przytuliłam. Nigdy jeszcze nie zauważyłam jaki jest przystojny..
-Dobranoc.-powiedziałam cicho.
-To co, że prawie jest ranek..-odpowiedział mi.
-Cicho siedź.
-Awww jak miło..
-Wiem.

I tak nie usnęłam w przeciwieństwie do tego lokowatego..

środa, 12 lutego 2014

Harry cz.1

-Mam dość! Mam dość tej cholernej biologii!-krzyknęłam rzucając książką.
-Ej młoda...rodzice chyba powiedzieli, że masz się uczyć.-powiedział mój braciszek, który wszedł sobie bez pozwolenia do mojego pokoju.
-A ty czasem miałeś nie zapraszać tu tych bałwanów.-
-Jak rodziców nie ma, trzeba korzystać.-powiedział i wyszedł.

**Godz. 19:00**
-Alan otwórz drzwi!-krzyknęłam gdy usłyszałam dzwonek. Nikt mi nie odpowiedział, a ten ktoś ciągle się dobijał do drzwi. Więc poszedł do sklepu. Mógł mi powiedzieć, że wychodzi, bo ja krzyczę jak idiotka sama do siebie. Postanowiłam otworzyć drzwi. Zeszłam na dół i je otworzyłam. Stało tam pięciu głupich jak but chłopaków.
-Jest brat?-zapytał wchodząc do domu ten z loczkami...jak on miał na imię Barry? Marry? Larry? Nie wiem...
-Wyszedł.-
-Ale jak to?! Przecież umówił się z nami!-powiedział ten sam bałwan.
-Do sklepu, matole.-
-Młoda uważaj na słowa.-powiedział chyba Louis. Jego imię zapamiętałam tylko dlatego, że mój tata ma tak na imię.
-Będę sobie mówić jak tylko będę chciała.-powiedziałam i ruszyłam w stronę schodów. Mam ich serdecznie dosyć. Codziennie muszę widzieć ich na oczy, bo przychodzą do mojego brata. Mama twierdzi, że mają na niego zły wpływ, a ja ją popieram w 100%. No ale do mózgu mojego brata nic nie dociera, a szczególnie tlen. Ale chwila. Czy on w ogóle ma mózg, bo mi się zdaje, że on tam ma tylko jakąś papkę wymieszaną z błotem, tak ja Ci tam idioci. Pamiętam jak jeszcze niedawno temu potajemnie kochałam się w tym blondynie. Teraz nawet jego imienia nie pamiętam. Nim weszłam do pokoju usłyszałam głos Alana.
-Amy was wpuściła?-zapytał zdziwiony. Tak na serio to ich nie wpuściłam. Sami se weszli.
-No tak, przywitała nas bardzo miło.-skłamał ten tam...po prostu ten w lokach.
-Harry...nie wierze w to...-A więc nie żaden Barry, Marry czy Larry tylko Harry. Jutro i tak już nie będę pamiętać. Moja mama ich nie lubi, a tata ich kocha, ale tylko dlatego, że zawsze przyniosą mu i mojemu bratu piwo. Mam nadzieję, że jutro nie będzie już tu tych krzywych ryjów, ale żeby to się spełniło:
1. Muszę zobaczyć spadającą gwiazdę.
2. Modlić się.
3. Spotkać cudotwórcę.
Tak, ja myślę, że mam tylko jedno wyjście, a mianowicie podpunkt numer 2.

**Następny dzień**
Wstałam z łóżka. Założyłam szlafrok i ruszyłam schodami na dół. Weszłam do kuchni i moje marzenie się nie spełniło. ONI tam siedzieli! Wzięłam talerz i nałożyłam sobie dwie kanapki i chciałam wyjść, ale mój brat mnie zatrzymał.
-A gdzie ty idziesz?-zapytał mój brat.
-No przecież nie mogę jeść jednocześnie patrząc na nich-powiedziałam. A chłopacy podnieśli głowę.
-Weście już przestańcie...dlaczego wy się tak nie lubicie?-zapytał już trochę zdenerwowany Alan.
-A kto powiedział, że jej nie lubimy.-powiedzieli chórem chłopacy.
-Zjesz z nami.-powiedział już bardziej spokojnie mój brat. Wywróciłam oczami i podeszłam do stołu siadając na jednym z wolnych krzeseł. Zaczęłam jeść i muszę przyznać, że te kanapki były pyszne. Na pewno nie zrobił ich mój brat.
-Widzę, że twojej siostrze smakują moje kanapki.-Powiedział szeptem Harry do mojego brata.
-Wiesz nie umiesz szeptać...-powiedziałam. Na szczęście już zjadłam i chciała iść do pokoju, ale mój brat znowu coś do mnie mówił.
-Dziś idziemy do kina. Idziesz z nam?-
-No...-powiedziałam od niechcenia. Usłyszałam, że dzwoni mój telefon. Zerwałam się z miejsca w którym stałam i jak głupia pobiegłam do pokoju. Dzwoniła moja najlepsza przyjaciółka Harriet. Odebrałam.

-Hej Amy!-usłyszałam radosny krzyk Harriet.
-Hej.-
-Pójdziesz dziś ze mną na zakupy?-
-Nie mogę...obiecałam mojemu bratu, że pójdę z nim i jego kolegami do kina.
-Znowu oni?
-Niestety, ale jutro bardzo chętnie wyjdę.-
-Ok czekam do jutra. Pa Amy.-
-Pa Harriet.-

Odłożyłam telefon. Wtedy pomyślałam, że ja nie wiem o której godzinie wychodzimy. Wychyliłam głowę przez drzwi i krzyknęłam.
-Alan!!! O której wychodzimy?!-
-Za godzinę!!-Pędem chwyciłam byle jakie ciuchy w rękę i pobiegłam do łazienki.

**45 minut później**
Wyszłam z łazienki ubrana w to:
   
Zeszłam na dół. Stali już tam i czekali na mnie. Wow jakie poświęcenie. Po 10 minutach drogi byliśmy pod kinem. Jak się okazało mieli już kupione bilety, nawet dla mnie!!! Weszliśmy na sale. Film miał się zacząć za chwilę. Ciekawe jaki wybrali.

**30 minut później**
Nie wierze wybrali horror!!! W strasznych momentach przytulałam się do kogoś siedzącego obok. Gdy zapalili światło zobaczyłam, że to był Harry. Byłam przekonana, że to mój brat tam siedział. Ale na mordzie Harrego widziałam uśmiech. Z czego on się tak cieszy, że go przytuliłam. Ja się po prostu bałam. Wyszliśmy z kina.
-Było zajebiście.-powiedział chyba Zayn.
-Ja tam się bałam.-odpowiedziałam.
-Ja to wiem.-uśmiechnął się.
  
-Cicho...-
-Co się stało, ze z nami rozmawiasz?-zapytał blondyn.
-Nie wiem. Chyba od czasu do czasu mogę z wami porozmawiać?-
-No możesz...-powiedzieli chórem. Ej chwila gdzie mój brat. Rozejrzałam się wokół. Nikogo nie ma. Założę się, że wychodził z nami z kina. Zostawił mnie samom z nimi. Wyjęłam telefon z torebki i szybko wpisałam jego numer. Miał wyłączony telefon. Jak on mógł mnie zostawić z nimi na pastwę losu? Poszliśmy prosto do mojego domku.
-Wy też wchodzicie?-zapytałam zdziwiona.
-No my tu spędzimy całe 3 dni i 3 noce.-powiedział ten najbardziej poważny, tylko jak on miał na imię?

********

Tak ja napisał jest pierwszy imagin. Będzie miał on kilka części. To jak chcecie kolejną część? Na razie musi wam to wystarczyć... :-)

wtorek, 11 lutego 2014

Notka

Hej! Przepraszam was, że ostatnio nic nie dodaję...Miałam nawet myśl czy czasem nie zakończyć pracy z imaginami, ale jednak nie. Ale nie martwcie się, bo są dwa imaginy w toku :-) Jeszcze raz przepraszam was za nieobecność na blogu, no ale rozumiecie...szkoła itd.