wtorek, 25 lutego 2014

Harry cz.2

Zakluczyłam dom i poszłam do salonu, a oni za mną. Tam siedział mój brat, który oglądał telewizję.
-O hej już wróciliście?-zapytał uśmiechnięty od ucha do ucha.
-Gdzie ty byłeś?!-wydarłam się na cały dom rzucając kluczami o stolik stojący obok sofy. Chłopacy zrobili wielkie oczy, ale się nie odezwali. Mają szczęście.
-No ja w połowie filmu wyszedłem. Miałem nadzieję, że się polubicie i...-
-No to źle myślałeś!!! Ja tu się martwię gdzie ty jesteś, a ty siedzisz spokojnie w domu!! Dzwoniłam do ciebie, no ale po co naładować telefon!!-osunęłam się po najbliższej ścianie, podciągłam nogi pod brodę i nad zwyczajniej w świecie zaczęłam płakać chowając głowę w kolanach. Nie wiem czy płaczę z nerwów. Całej tej akcji przyglądali się chłopacy. Czy mój brat nie rozumie, że ich nie lubie i nie zmienie o nich zdania?!
-Amy przepraszam...-powiedział mój brat kucając przy mnie i mnie przytulając. Wytarłam łzy w rękaw koszuli i wstałam. Chwyciłam kurtkę w rękę i chciałam wyjść, ale gdy nadusiłam na klamkę drzwi nie chciały się otworzyć. Uderzyłam się otwartą ręką w czoło i poszłam do salonu po klucze. Chwyciłam je w rękę i podeszłam do drzwi, odkluczając zamek. Wyszłam na dwór. Założyłam tą kurtkę i poszłam w stronę parku. Z torebki wyciągnęłam słuchawki. Podłączyłam je do telefonu i zaczęłam słuchać jakiejś tam piosenki. Nie znam jej, więc skąd ona znalazła się w moich utworach? Pewnie Alan znów się bawił. On to taki duży dzieciak...na samom myśl o nim wywróciłam oczami. Nie jesteśmy jak inne rodzeństwa, które ciągle się kłócą. My żyjemy w zgodzie. Czuję jakby ktoś mnie śledził. Odwróciłam się. To był Harry.
-Śledzisz mnie?-zapytałam unosząc jedną brew do góry.
-Nie...po prostu wyszedłem na spacer.-znów ten sam uśmiech. Podszedł bliżej mnie, a ja ruszyłam dalej. Cały czas szedł koło mnie w milczeniu. Jednak postanowił się odezwać.
-Wiesz? Jesteś na prawdę bardzo ładna...-
-Dziękuję?-to chyba było bardziej pytanie.
-Chciałbym żeby coś pomiędzy nami było.-ciągnie to dalej.
-Ja też.-
-A co masz na myśli?-zapytał.
-Mur.-odpowiedziałam i trochę przyspieszyłam. Uśmiechnęłam się pod nosem.
-Bardzo śmieszne Amy.-
-Nie wierze! Ty znasz moje imię!-zaczęłam piszczeć na całą ulicę.-nie wiedziałam, że taki ktoś jak ty będzie pamiętał moje imię. To normalnie zaszczyt.-
-Przecież nie jestem sławny.-ja nic nie odpowiedziałam tylko się odwróciłam i zaczęłam iść w stronę domu. Stop. Jest jeszcze wcześnie. Więc pójdę do Harriet. Odwróciłam się i zaczęłam iść w przeciwną stronę.
-Nie miałaś iść do domu?-zapytał rozbawiony Harry.
-To ty nie wiesz, że kobiety są zmienne?-chciałam iść dalej, ale on chwycił mnie za rękę i odwrócił w swoją stronę.
-Co?-zapytałam zdenerwowana. On tylko pochylił się nade mną i mnie pocałował. Ale dlaczego odwzajemniłam pocałunek? Oderwałam się od niego i spojrzałam na niego.
-Ja...ja...ja cię kocham-powiedział jąkając się. Nie wiedziałam co odpowiedzieć, więc szybko odwróciłam się i pobiegłam do domu mojej przyjaciółki. Biegłam przez 5 minut. Stanęłam przed drzwiami jej domu i zadzwoniłam dzwonkiem. Po chwili otworzyła mi średniego wzrostu brunetka.
-Hej!-krzyknęłam. Ona nic nie odpowiedziała tylko założyła buty i kurtkę. Wzięła portfel i wyszła z domu.
-To idziemy.-
-Gdzie?-zapytałam.
-Na zakupy, głuptasie.-
**30 minut później**
-Amy, pomóż mi.-powiedziała Harriet, która miała 30 toreb z zakupami i nie mogła się pozbierać. Ja miałam tylko jedną, więc jej pomogłam.W ogóle nie mogłam się skupić na zakupach. Dlaczego? Bo ciągle myślałam o Harrym. Dlaczego od niego odbiegłam? Może myślałam, że chce mnie tylko wykorzystać jak kilka innych dziewczyn.
-Hallo! Żyjesz?-zobaczyłam rękę Harriet przed twarzą.-Jesteś dziś jakaś nie obecna. Mów co się dzieje.-
-Nic...po prostu jestem zmęczona.-
-Niech będzie, że ci wierzę. Ok chodź odniesiemy do mnie moje zakupy.-wyszłyśmy z galerii i skierowałyśmy się w stronę domu Harriet. Szłyśmy 15 minut. Przed wejściem przyjaciółka pożegnała się ze mną, po czym przejęła kilka swoich toreb, które były w moich rękach i zniknęła za drzwiami. A ja ruszyłam do domu.
Stanęłam przed domem i nawet tu usłyszałam śmiechy chłopców i mojego brata. Zadzwoniłam dzwonkiem. Oby tylko go słyszeli.
-Otwarte!!-krzyknął ktoś ze środka. Weszłam i dopiero teraz zobaczyłam, że oni śpiewają z karaoke. Całkiem nieźle wychodziło im w duecie. Zaniosłam torbę do pokoju, po czym poszłam do kuchni i zrobiłam kanapki. Weszłam do salonu i położyłam pełen talerz na stół. Usiadłam i chciałam wziąść kanapkę, ale tam nie było talerza. Rozejrzałam się i zobaczyłam, że blondyn trzyma je na kolanach.
-Jak ma na imię ten blondyn?-zapytałam szeptem brata.
-Niall.-też powiedział szeptem.
-Niall te kanapki są dla wszystkich!!-krzyknęłam. On tylko spuścił głowę w dół. Podeszłam do niego i wyrwałam mu talerz z rąk.
-Wszystko zjadłeś?!-on tylko uśmiechnął się. Przewróciłam oczami i poszłam do kuchni zrobić dodatkową porcję. Wróciłam do salonu tym razem kładąc talerz gdzieś dalej od niego.
**Następny dzień**
Obudziłam się rano i poszłam do kuchni mając nadzieję, że śniadanie już na mnie czeka. Weszłam do pomieszczenia i zobaczyłam tam Harrego.
-Hej-powiedziałam zaspanym głosem, bo przez chłopaków poszłam spać o trzeciej w nocy, a jest...7:00
-Cześć.-powiedział i pocałował mnie w policzek.
-Co robisz?-
-Śniadanie.-
-A gdzie reszta?-zapytałam gdy nie słyszałam żadnych krzyków i nikogo tu nie było.
-Oni jeszcze śpią, ale to nawet lepiej, bo Niall nie zje nam wszystkich kanapek.-uśmiechnął się.
-Znowu te kanapki, ja chce coś innego.-spojrzał na mnie.-Ojej sama sobie zrobie coś innego.-
-I o to mi chodziło.-wytknęłam na niego język.
-Widziałem.-powiedział, a ja w tym czasie robiłam sobie płatki z mlekiem. Gdy skończyłam chciałam iść z miską do salonu, ale potknęłam się o coś, Harry akurat odwrócił się przodem do mnie, więc niestety go oblałam.
-Dzięki.-
-Proszę.-powiedziałam śmiejąc się.
-No bardzo śmieszne.-powiedział, a ja jeszcze głośniej zaczęłam się śmiać.
-Co tu się dzieje?-zapytał Louis. Kiedy on tu wszedł?
-Nic.-powiedzieliśmy równocześnie.
-Aha...ok...chłopacy zaraz przyjdą.-powiedział. Po kilku minutach wszyscy siedzieliśmy przy stole. Oni jedli kanapki, a ja zrobiłam sobie nową porcję płatków.
-Są wakacje, a my jedziemy nad Ocean?, jedziecie z nami?-zapytał blondyn.
-Gdzie?-zapytał Alan.
-Nie wiem. Jak zobaczymy plażę to się zatrzymamy.-dokończył Harry. Ja chwyciłam się ręką za czoło i pokręciłam głową.
-Już wiem pojedziemy do Miami!-krzyknął nagle Louis. Szkoda tylko, że rodzice się nie zgodzą.
-Zaraz wracam.-powiedział mój brat, a ja poszłam za nim.
-Co robisz?-zapytałam gdy weszliśmy do jego pokoju i wybierał numer mamy na telefonie. Włączył na głośno mówiący.
Pierwszy sygnał...
Drugi...
Trzeci...
-Tak?-usłyszałam głos mamy.
-Hej mamo możemy jechać do Miami?-zapytał Alan.
-A z kim?-
-Yyy...z koleżanką Amy.-skłamał.
-Jeżeli nie będzie tam tych chłopców to...dobrze.-
-Dziękujemy. Kochamy was.-krzyknęliśmy razem. Alan się rozłączył.
Wróciliśmy do kuchni.
-Jedziemy z wami.-powiedziałam uśmiechnięta.
-Na co czekacie? Idźcie się pakować.-powiedział chyba Zayn. Tak to jest raczej Zayn. Poszłam do pokoju i spakowałam potrzebne mi rzeczy. Ktoś zapukał do drzwi od mojego pokoju.
-Proszę.-powiedziałam. Tym ktosiem był Harry.
-Wyjeżdżamy jutro o 14:00.-
-Dzięki za powiadomienie.-
-Proszę.-powiedział i wyszedł. Jeżeli wyjeżdżamy jutro to po co ja się dzisiaj pakuje? Zadzwoniłam do Harriet.
-Hej kochana!-krzyknęłam uradowana.
-Hej! Spotkamy się jutro?
-A dzisiaj możesz?
-No nie...To jak?
-Nie mogę...
-To po jutrze?
-Nie.
-To kiedy możesz?
-Za tydzień lub nawet dwa.
-Co?!
-Oj okay kochana muszę kończyć, wiesz brat mnie woła.
-Ja tam nic nie słyszę.
-No ale mówię Ci, że mnie woła! Papa!
Rozłączyłam się. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu. Jest godzina 10:45. Sięgnęłam na stolik nocy i wzięłam do ręki laptopa i postawiłam go na łóżku. Włączyłam go. Weszłam na facebooka. I tak minęły mi 2 godziny. Teraz jest 12:45. I co ja będę robić? Poszłam do salonu i włączyłam telewizor. Skakałam po kanałach, szukając czegoś fajnego. Szczerze? Nic w tej telewizji nie ma. Włączyłam jakąś komedię romantyczną. To zawsze kończy się tak samo. Chłopak wyznaje dziewczynie miłość, całują się i takie tam. Normalnie rzygam tęczą. Teraz przypomniał mi się pocałunek z Harrym. Nie! Amy zapomnij o tym! Czy on musi być taki idealny?! Dobra zapomnij o tym i skup się na telewizji. Usłyszałam jakieś krzyki. No nie. Chłopcy. Po chwili już siedzieli na kanapie. Niall wziął mi pilota, ponieważ siedział obok mnie. Przełączył na mecz piłki nożnej. Chciałam wziąść mu pilota, ale on rzucił go do Zayna. Na czworaka przeszłam po kolana Nialla i Louisa i dotarłam do Zayna. Ten jednak z powrotem rzucił go Nialla. Zawróciłam. Gdy byłam już na kolanach blondyna ten rzucił pilot do Liama. Przeszłam przez Nialla, Louisa, Zayna. Jeszcze tylko Alan, Harry i jestem już u Liama. Przeszłam przez brata i gdy byłam u Harrego ten chwycił mnie rękami w talli i przyciągnął bliżej siebie. Chwile patrzyłam w jego piękne zielone oczy, gdy w końcu się otrząsnęłam i wyrwałam się z jego uścisku, przez co wylądowałam na ziemi. Nie ukrywam, że dupa mnie teraz boli. Chłopacy cały czas się śmiali. Liam wstał z tym pilotem i wymachiwał mi nim przed oczami. Gdy zobaczył, że wstaje z ziemi odsunął się trochę. Jak stanęłam już na nagi zaczęłam iść w jego stronę. Ten natomiast się odwrócił i zaczął biec. Okazało się, że jestem szybsza i wskoczyłam mu na plecy. Zaczął biegać ze mną, przez co spadłam. No dzięki. Teraz dupa boli mnie jeszcze bardziej.
-Dzięki.-chłopacy śmiali się jeszcze głośniej. No bardzo śmieszne. Doczłapałam się jakoś do kuchni i z szufladki wyciągnęłam łyżkę. Wiedziałam, że on się ich boi bo brat mi kiedyś mówił. Uśmiechnęłam się pod nosem i wyszłam z kuchni.
-Odłóż to!-krzyknął.
-A co? Boisz się?-zapytałam chociaż znałam odpowiedź.
-Nie-e.
-To chodź.-powiedziałam i rozłożyłam ręce, aby mnie przytulił. Nadal miałam łyżkę w ręce.
-Nie.
-To, dlatego że mam łyżkę?-zapytałam.
-Może.-powiedział. Zaczęłam biec, a on uciekać. Niespodziewanie się o coś potknęłam i upadłam na ziemię, a łyżka poleciała gdzieś w kąt.
-Kurwa.-mruknęłam, gdy poczułam ból w nadgarstku. I tak zawsze kończą się moje wygłupy. Jak miałam 10 lat skakałam z bratem po łóżku i spadłam z niego i miałam skręconą kostkę. Też przed samym wyjazdem.
-Amy co jest?-zapytał z przejęciem mój brat.
-Nic mi nie jest...-powiedziałam i wstałam z ziemi.-To tylko chwilowy ból.-powiedziałam. Chłopcy przestali się śmiać.
-Będzie dobrze...pojedziemy do lekarza.-mój brat rzucił klucze od auta Harremu. Założyłam kurtkę, buty i wyszłam z domu. Wsiadłam do auta. Harry usiadł na miejscu kierowcy.
-Masz prawo jazdy?-
-Oczywiście.-przez całą drogę patrzyłam się w okno. Nawet nie zauważyłam kiedy dojechaliśmy.
-Już jesteśmy, możesz wysiąść.-powiedział.
-Widzę, ślepa nie jestem.-
Weszłam do szpitala.
**30 minut później**
-Wszystko jest dobrze. Po prostu ma pani zbity nadgarstek.-kamień spadł mi z serca.
-Dziękuję do widzenia.-powiedziałam i nie czekając na odpowiedź wyszłam z gabinetu.
-Jedziemy do domu.-powiedziałam w stronę Harrego, który siedział w poczekalni.
Wsiadłam do auta, a on ruszył. Nawet nie zauważyłam kiedy na zegarku wybiła godzina 16:00. I co ja będę robić? Nudzi  mi się w tym domu...Dojechaliśmy do domu. Weszłam i już w progu mój braciszek zadawał mi pytania typu Wszystko dobrze? Możesz jutro jechać z nami?
-Tak wszystko dobrze i wiem, że nie chcesz abym jechała.-
-Co ty gadasz. Cieszę się, że kolejne wakacje z tobą spędzę.-pokiwałam głową i poszłam w stronę pokoju.
Sięgnęłam po pierwszą lepszą książkę i zaczęłam czytać. Po przeczytaniu pierwszych dwóch zdań znudziło mi się i odłożyłam książkę na półkę. Jakoś cicho było w domu. Za cicho. Zeszłam i nikogo nie zobaczyłam. Przejrzałam wszystkie pokoje w domu. Pusto. Usłyszałam jakieś radosne krzyki. Spojrzałam przez okno. Musieli pójść do ogrodu i pływać w basenie? Czy oni na prawdę nie mają co robić? Wyszłam do nich i od razu byłam cała mokra, tak jak większość ogrodu. Trochę się w kurwiłam.
-Dzięki.-powiedziałam i podeszłam bliżej.
-Chodź do nas.-powiedział Niall.
-Nie.-blondyn spojrzał na Harrego, a on na niego. Mam się bać? Poczułam czyjeś ręce na kostkach i już po chwili byłam pod wodą. Wypłynęłam z pod wody i ujrzałam roześmiane twarze Nialla i Harrego.
-Z czego się śmiejecie?-
-Z twojego pięknego makijażu.-powiedzieli równo. Wyszłam z wody i udałam się do łazienki. Spojrzałam w lustro. I czemu nie posłuchałam przyjaciółki? Mówiła abym wzięła wodoodporny tusz, ale ja jej nie posłuchałam. Szybko zmazałam plamy na policzku. Poszłam do pokoju i przebrałam się w suche ciuchy. Postanowiłam dokończyć pakowanie.

**Następny dzień**
-Amy. Wstawaj śniadanie jest na stole.-powiedział Harry.
-Nie.-mruknęłam niezadowolona z tego, że ktoś mnie obudził.
-Sama tego chciałaś.-co on kombinuje? Poczułam jak ktoś przerzuca mnie przez ramie. No ale kołdrę mógł byś zabrać...

-Postaw mnie!-krzyczałam waląc pięściami w jego plecy.
-No widzisz i już się rozbudziłaś.-powiedział i posadził mnie przy stole. Zabrał kołdrę i zaniósł ją do pokoju. Po chwili przyszedł uśmiechnięty od ucha do ucha. Wytknęłam mu język, ale tym razem to widział. Zmrużył lekko oczy. Jeszcze tego pożałuje, prawda?
-Zmiana planów. Lecimy samolotem.-powiedział Liam. Zamurowało mnie. Strasznie boję się latać samolotem. A co jak się rozbijemy. Siedziałam na tym krześle i musiałam wyglądać przekomicznie. Z trudem łapałam powietrze.
-D-dobrze.-powiedziałam jąkając się. Wszyscy się zaśmiali.
-Wyjeżdżamy z domu za godzinę.-zerwałam się jak głupia. Pobiegłam do pokoju. Spakowałam ostatnie rzeczy. Chciałam zapiąć walizkę, ale nie mogłam. Usiadłam na niej i jakoś się udało. Szybko poleciałam do łazienki i wzięłam prysznic.
Ubrałam się, wykonałam lekki makijaż i umyłam zęby.

Zeszłam na dół z walizką. Ich jeszcze nie było. Po chwili zeszli.

**2 godziny później**
Wpatrywałam się w okno samolotu. Koło mnie siedział jakiś facet. Starznie się denerwował i...pocił. Błagam otwórzcie okno! Nie wytrzymam!
 
Modliłam się abyśmy już wylądowali.

**3 godziny później**
Nareszcie wysiadam z tego samolotu i tu nie chodzi mi o o mój lęk, tylko o tego faceta. Poszliśmy do hotelu. Był bardzo ładny. Dali mi klucz od mojego pokoju, a ja wsiadłam do windy.Winda zatrzymała się na 3 piętrze. Podeszłam do drzwi, które prowadzą do ,,mojego" pokoju. Weszłam. Był bardzo ładny. Walizkę położyłam gdzieś na podłodze, a ja położyłam się na łóżku. Ktoś zapukał do pokoju.
-Proszę.-powiedziałam prawie niesłyszalnym głosem. Mój brat wszedł do pokoju. Chciał podejść do mnie, ale po drodze potknął się o walizkę. Lekko się zachwiał.Trzymałam kciuki, żeby się przewrócił, ale jakoś utrzymał równowagę. Podszedł do mnie i usiadł na łóżku.
-I jak podoba się pokój?-
-Jest wspaniały.-
-Za dwie godziny chłopacy oprowadzą nas.-
-Nie chce mi się iść.-
-Musisz.-uśmiechnął się do mnie.
-No dobrze.-po tych słowach odwzajemniłam jego uśmiech. Wyszedł, a ja postanowiłam rozpakować walizki.

********************************************
Hej, hej! Jest część 2 imaginu o Harrym. Następna cześć za tydzień lub dwa. To wszystko.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz