-Ej młoda...rodzice chyba powiedzieli, że masz się uczyć.-powiedział mój braciszek, który wszedł sobie bez pozwolenia do mojego pokoju.
-A ty czasem miałeś nie zapraszać tu tych bałwanów.-
-Jak rodziców nie ma, trzeba korzystać.-powiedział i wyszedł.
**Godz. 19:00**
-Alan otwórz drzwi!-krzyknęłam gdy usłyszałam dzwonek. Nikt mi nie odpowiedział, a ten ktoś ciągle się dobijał do drzwi. Więc poszedł do sklepu. Mógł mi powiedzieć, że wychodzi, bo ja krzyczę jak idiotka sama do siebie. Postanowiłam otworzyć drzwi. Zeszłam na dół i je otworzyłam. Stało tam pięciu głupich jak but chłopaków.
-Jest brat?-zapytał wchodząc do domu ten z loczkami...jak on miał na imię Barry? Marry? Larry? Nie wiem...
-Wyszedł.-
-Ale jak to?! Przecież umówił się z nami!-powiedział ten sam bałwan.
-Do sklepu, matole.-
-Młoda uważaj na słowa.-powiedział chyba Louis. Jego imię zapamiętałam tylko dlatego, że mój tata ma tak na imię.
-Będę sobie mówić jak tylko będę chciała.-powiedziałam i ruszyłam w stronę schodów. Mam ich serdecznie dosyć. Codziennie muszę widzieć ich na oczy, bo przychodzą do mojego brata. Mama twierdzi, że mają na niego zły wpływ, a ja ją popieram w 100%. No ale do mózgu mojego brata nic nie dociera, a szczególnie tlen. Ale chwila. Czy on w ogóle ma mózg, bo mi się zdaje, że on tam ma tylko jakąś papkę wymieszaną z błotem, tak ja Ci tam idioci. Pamiętam jak jeszcze niedawno temu potajemnie kochałam się w tym blondynie. Teraz nawet jego imienia nie pamiętam. Nim weszłam do pokoju usłyszałam głos Alana.
-Amy was wpuściła?-zapytał zdziwiony. Tak na serio to ich nie wpuściłam. Sami se weszli.
-No tak, przywitała nas bardzo miło.-skłamał ten tam...po prostu ten w lokach.
-Harry...nie wierze w to...-A więc nie żaden Barry, Marry czy Larry tylko Harry. Jutro i tak już nie będę pamiętać. Moja mama ich nie lubi, a tata ich kocha, ale tylko dlatego, że zawsze przyniosą mu i mojemu bratu piwo. Mam nadzieję, że jutro nie będzie już tu tych krzywych ryjów, ale żeby to się spełniło:
1. Muszę zobaczyć spadającą gwiazdę.
2. Modlić się.
3. Spotkać cudotwórcę.
Tak, ja myślę, że mam tylko jedno wyjście, a mianowicie podpunkt numer 2.
**Następny dzień**
Wstałam z łóżka. Założyłam szlafrok i ruszyłam schodami na dół. Weszłam do kuchni i moje marzenie się nie spełniło. ONI tam siedzieli! Wzięłam talerz i nałożyłam sobie dwie kanapki i chciałam wyjść, ale mój brat mnie zatrzymał.
-A gdzie ty idziesz?-zapytał mój brat.
-No przecież nie mogę jeść jednocześnie patrząc na nich-powiedziałam. A chłopacy podnieśli głowę.
-Weście już przestańcie...dlaczego wy się tak nie lubicie?-zapytał już trochę zdenerwowany Alan.
-A kto powiedział, że jej nie lubimy.-powiedzieli chórem chłopacy.
-Zjesz z nami.-powiedział już bardziej spokojnie mój brat. Wywróciłam oczami i podeszłam do stołu siadając na jednym z wolnych krzeseł. Zaczęłam jeść i muszę przyznać, że te kanapki były pyszne. Na pewno nie zrobił ich mój brat.
-Widzę, że twojej siostrze smakują moje kanapki.-Powiedział szeptem Harry do mojego brata.
-Wiesz nie umiesz szeptać...-powiedziałam. Na szczęście już zjadłam i chciała iść do pokoju, ale mój brat znowu coś do mnie mówił.
-Dziś idziemy do kina. Idziesz z nam?-
-No...-powiedziałam od niechcenia. Usłyszałam, że dzwoni mój telefon. Zerwałam się z miejsca w którym stałam i jak głupia pobiegłam do pokoju. Dzwoniła moja najlepsza przyjaciółka Harriet. Odebrałam.
-Hej Amy!-usłyszałam radosny krzyk Harriet.
-Hej.-
-Pójdziesz dziś ze mną na zakupy?-
-Nie mogę...obiecałam mojemu bratu, że pójdę z nim i jego kolegami do kina.
-Znowu oni?
-Niestety, ale jutro bardzo chętnie wyjdę.-
-Ok czekam do jutra. Pa Amy.-
-Pa Harriet.-
Odłożyłam telefon. Wtedy pomyślałam, że ja nie wiem o której godzinie wychodzimy. Wychyliłam głowę przez drzwi i krzyknęłam.
-Alan!!! O której wychodzimy?!-
-Za godzinę!!-Pędem chwyciłam byle jakie ciuchy w rękę i pobiegłam do łazienki.
**45 minut później**
Wyszłam z łazienki ubrana w to:
Zeszłam na dół. Stali już tam i czekali na mnie. Wow jakie poświęcenie. Po 10 minutach drogi byliśmy pod kinem. Jak się okazało mieli już kupione bilety, nawet dla mnie!!! Weszliśmy na sale. Film miał się zacząć za chwilę. Ciekawe jaki wybrali.
**30 minut później**
Nie wierze wybrali horror!!! W strasznych momentach przytulałam się do kogoś siedzącego obok. Gdy zapalili światło zobaczyłam, że to był Harry. Byłam przekonana, że to mój brat tam siedział. Ale na mordzie Harrego widziałam uśmiech. Z czego on się tak cieszy, że go przytuliłam. Ja się po prostu bałam. Wyszliśmy z kina.
-Było zajebiście.-powiedział chyba Zayn.
-Ja tam się bałam.-odpowiedziałam.
-Ja to wiem.-uśmiechnął się.
-Cicho...-
-Co się stało, ze z nami rozmawiasz?-zapytał blondyn.
-Nie wiem. Chyba od czasu do czasu mogę z wami porozmawiać?-
-No możesz...-powiedzieli chórem. Ej chwila gdzie mój brat. Rozejrzałam się wokół. Nikogo nie ma. Założę się, że wychodził z nami z kina. Zostawił mnie samom z nimi. Wyjęłam telefon z torebki i szybko wpisałam jego numer. Miał wyłączony telefon. Jak on mógł mnie zostawić z nimi na pastwę losu? Poszliśmy prosto do mojego domku.
-Wy też wchodzicie?-zapytałam zdziwiona.
-No my tu spędzimy całe 3 dni i 3 noce.-powiedział ten najbardziej poważny, tylko jak on miał na imię?
********
Tak ja napisał jest pierwszy imagin. Będzie miał on kilka części. To jak chcecie kolejną część? Na razie musi wam to wystarczyć... :-)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz